Konkurs literacki „Bycie patriotą i obywatelem Europy” – wyniki konkursu
Tegoroczny konkurs literacki ogłoszony przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Świdnicy w ramach
Narodowego Święta Niepodległości, spotkał się z niesamowitym odzewem. Na konkurs wpłynęło 116 prac z całej Polski oraz z zagranicy, wśród prac znalazło się 58 utworów poetyckich.
Wiele nadesłanych prac było bardzo interesujących, co świadczy o wysokim poziomie artystycznym
i zaangażowaniu autorów.
Jury konkursowe, oceniając prace, skupiło się na trzech kluczowych kryteriach: oryginalności ujęcia
tematu, wyrazie artystycznym i poprawności językowej, dodatkowo nagrodzone teksty wyróżniał
pozytywny stosunek do spraw związanych z polskością, europejskością i patriotyzmem.
Doceniamy także zaangażowanie nauczycieli, dziękując za pomoc i wsparcie swoich uczniów,
których prace licznie napłynęły na konkurs.
Jury w składzie Anna Grajzer (przewodnicząca), Aneta Madejczyk i Marta Wojciechowska,
obradowało w dniu 6.11.2025r. i zdecydowało o przyznaniu następujących nagród:
I nagroda – Dymitr Dukowicz (bon do Empiku na 300 zł)
II nagroda – Aneta Gizińska-Hwozdyk (bon do Empiku na 200 zł)
III nagroda – Emilia Jeżewska (bon do Empiku na 100 zł)
Wszystkim uczestnikom bardzo dziękujemy za udział w konkursie, a nagrodzonym składamy
gratulacje.
I NAGRODA
„Europa piecze nas powoli”
Najpierw rozgrzej dłonie. Nie po to, by coś wziąć, lecz by przypomnieć sobie, że jeszcze
jesteś częścią świata, który wciąż pulsuje pod skórą. Na stole stoi miska, cicha jak
wspomnienie. Wsyp do niej mąkę pamięci, drobny pył po tych, którzy byli przed tobą: ich
głosy, gesty, ślady dróg już przechodzonych. W mące widać drobinki przeszłości, tej polskiej,
niesionej przez oddechy pól, i tej europejskiej, której smak poznajemy dopiero, gdy
otwieramy okna. Dodaj szczyptę soli, odrobinę z Bałtyku, żeby pamiętać, że morze nie dzieli,
lecz niesie smaki dalej, ku innym brzegom. Zalej wodą. Nie z kranu, lecz z deszczu, który
spadł w Pradze, w Tallinnie, w Paryżu, w miejscach, gdzie języki brzmią różnie, ale cisza po
nich jest ta sama. Poruszaj łyżką powoli, aż składniki zaczną się łączyć w jedną, ciepłą masę.
Niech powietrze zaszumi między palcami, a woda obejmie mąkę jak wspomnienie obejmuje
czas. Cicho bulgocze, jakby historia właśnie nabierała oddechu.
Zagnieć ciasto. Palce lepią się do przeszłości, ale to dobrze, bo właśnie ona nadaje
elastyczność teraźniejszości. Z każdą chwilą ciasto oddycha, wdechem i wydechem, tak jak
my i oni w jednej przestrzeni powietrza. Pod ściereczką rośnie powoli, jak rozmowa między
ludźmi, którzy próbują się zrozumieć, choć nie mówią tym samym językiem. Czasem słychać
cichy trzask, to tylko pęka napięcie.Może tak właśnie rodzi się zrozumienie, w pęknięciu
między „moje” a „nasze”.
Patriotyzm nie jest przyprawą. To ciepło dłoni, które ugniatają to samo ciasto, choć pamiętają
inne przepisy i inne głosy domów. Każdy naród ma swój smak, ale dopiero razem tworzymy
chleb, który naprawdę syci. Europa to piec, nie zawsze równomierny, czasem zbyt gorący,
czasem zbyt chłodny, ale wspólny. Wkładasz do niego swój mały bochenek, a kiedy
otwierasz drzwiczki, czujesz zapach, którego nie potrafisz opisać jednym słowem. To aromat
dzieciństwa i przyszłości, pamięci i nadziei, wszystkiego, co jeszcze ciepłe między ludźmi.
Patrzysz, jak skórka ciemnieje, jak w jej pęknięciach pojawia się mapa kontynentu, taka
krucha, pulsująca od ciepła. W tej chwili coś w tobie cichnie, jakby nagle świat przestał
wymagać słów. I dopiero wtedy rozumiesz, że to nie ty piekłeś ten chleb. To on piekł ciebie –
w ogniu historii, w parze oddechów, w cieple, które ludzie potrafią sobie przekazać, zanim
jeszcze zdążą się zrozumieć.
Wyjmij bochenek. Połóż go na drewnianej desce i pozwól, by oddech pieca jeszcze przez
chwilę drżał w powietrzu. Nie krój go od razu. Niech stygnie w milczeniu, które nie zna
granic i nie potrzebuje tłumaczeń. W zapachu ciepłego chleba miesza się sól morza i kurz
dróg, którymi szliśmy z różnych stron, by spotkać się przy jednym stole. Może właśnie tak
smakuje Europa, jak chwila, w której chleb jeszcze parzy dłonie, ale już łączy wszystkich,
którzy go trzymają.
/Dymitr Dukowicz/
II NAGRODA
Fragment tekstu pt. „Czterdzieści sześć gatunków”
To jest naprawdę duży ogród. A w nim wielki sad. Rosną tu różne gatunki drzew owocowych.
Wszystkie inne. Uczę się nazw. Uczę się odmian. Uczę się języków.
Jestem jabłonią. Malutką jabłonką. Ale mam solidne korzenie, które dobrze trzymają mnie
w mojej ziemi. Korzenie są najważniejsze. Trzeba je chronić i pielęgnować. Nie o wszystko zadba
sama natura. Ona wie, co jest dla nas korzystne. Wśród czterech pór roku osłania nas od zamieci,
wichury, pomaga przetrwać burzę i największy skwar.[…]
Jabłonie nie są same w tym wielkim sadzie. Wokół rosną inne drzewa. Wielkie, dzielne śliwy.
Słodkie i kuszące. Są wiśnie, które wabią do siebie owady i czarują zapachem. Wśród nas jest nawet
egzotyczna pigwa, o której niewiele wiadomo, ale którą także tolerujemy i szanujemy. Nasze
współbytowanie pozwala na różnorodność.[…] Każdy gatunek ma swoje wymagania i własne,
indywidualne, wyróżniające go cechy. Może nieco inaczej szumimy w chórze drzew i inaczej
zrzucamy jesienią liście. Nasze owoce inaczej smakują i służą innym celom, ale przecież wszystkie są
piękne, gdy osiągną pełnię swojej dojrzałości. Obserwuję drzewa i w miarę możliwości staram się je
poznać – szczególnie te, które rosną najbliżej jabłoni, będące naszymi sąsiadami o miedzę, którą
niekiedy nazywamy po prostu „granicą”. Ziemia nie plącze nam korzeni we wspólne węzły i
pozwala na odrębność gatunkową, ale gdy bardzo chcemy, nasze gałęzie mogą się dotykać i
krzyżować pod jednym słońcem, wspólnym dla wszystkich.[…]
/Aneta Gizińska-Hwozdyk/
III NAGRODA
Tęskno mi czasem, głównie wieczorami, za lasem świerkowym i polnym makiem.
Nie jestem daleko, nie wyjechałam dawno, mimo to brak mi polskiego powietrza po deszczu.
Wrócę na wiosnę, jak biały bocian, jednak wschodnie słońce przypala me skrzydła.
Czasem polskość to tylko zapach chleba w sobotni poranek, szmer lipy przed domem i wiatr.
To echo kroków po mokrej ziemi, gdy niebo wciąż pamięta burzę.
To cisza, co pachnie sianem, i obłok, co zawisł nad jeziorem jak modlitwa.
W niej wracamy, choćby na chwilę, choćby myślą, jak kos do swojego gniazda.
Nie dla miejsca, lecz dla spokoju, który zna tylko serce wychowane wśród pól.
Nie straszny mi żubr potężny, ani dzik pod dębową koroną.
Lękam się jednak, że nie wrócę do krainy tatrzańskich krokusów.
Nie straszny mi wiatr od północy, lecz drży we mnie echo żurawi, na błoniach przy drodze.
W snach wciąż słyszę szelest zboża i śmiech dzieci na dworze, a serce ciężkie i wierne.
Bo Polska nie znika z oczu, gdy się oddalisz, ona zostaje pod powieką,
Jak światło zachodu na tafli jeziora, które zna twoje imię.
Tęsknota splata się z oddechem Europy.
Od lasów Skandynawii po południowe oliwne wzgórza, zapach i wiatr.
Stare mury miast, brukowane ulice i gaje oliwne przypominają o historii.
Jak mozaika, kawałki pamięci, które, choć różne, tworzą harmonijną całość.
W niej można odnaleźć echo własnego życia, nawet jeśli bije w innym słońcu
/Emilia Jeżewska/
12 listopada 2025
Połącz z tłumaczem